Finisz pierwszego etapu

W nocy z 19/20 lipca jachty płynące w Sailbook Cup docierały a na metę ustawioną przy główkach portu Visby Gasthamn. Każda załoga witana była na kei zwyczajowym szampanem. Najwięcej jachtów wpłynęło między 22:00 a 3:30 nad ranem. Następnie po kilku godzinnej przerwie do Visby zaczęły wpływać kolejne jachty – Cecilia, Mikka, Waruna, Janeczka 2, Misia II i Mr. Orkan. Ostatnie jednostki płynące w pierwszym etapie docierały już po południu 20 lipca. Na pełnym morzu nadal pozostaje jacht More, który po udzieleniu pomocy i sholowaniu s/y Gringo chce dopłynąć do Visby by wystartować do drugiego etapu regat. Zawodnicy odpoczywają obecnie w porcie i przygotowują się do „Dnia Polskiego”, który tradycyjnie odbędzie się popołudniu w porcie w Visby. Wszyscy podkreślają koleżeńską atmosferę panującą w czasie wyścigu – wymienialiśmy się informacjami o pogodzie i motywowaliśmy do lepszego płynięcia. Informacje rozchodziły się z jachtu do jachtu i momentami można było zapomnieć, że ze sobą rywalizujemy – powiedział jeden ze sterników.

„Od początku pogoda zapowiadała że pierwszy etap regat będzie bardzo szybki. Po starcie w baksztagu płynęliśmy do Helu z dobrą prędkością. Ale przy samym półwyspie wiatr siadł prawie do zera, a spinakery zaczęły zwisać bez wiatru. Humory poprawiała atmosfera, która panowała w eterze, na naszym regatowym kanale UKF – wszyscy dodawali sobie otuchy.  Kiedy wiatr ruszył zaczęła się dynamiczna żegluga na północ, a stawka regat zaczęła szybko się rozciągać. Noc minęła nam bez problemów, ale docierały do nas wiadomości, o problemach technicznych na innych jednostkach. Przy Gotlandii zdecydowaliśmy się popłynąć bardziej na zachód ponieważ prognozy mówiły o zmianie kierunku wiatru na bardziej północny – i okazało się, że nie była to najlepsza taktyka, bo odkrętka wiatru przyszła dopiero nad ranem i przez to straciliśmy kilka pozycji”- mówił Krystian Szypka żeglujący na jachcie Sunrise.

Około 17:00 na metę wpłynął samotnie żeglujący Bartek Czarciński. W dziewiczym rejsie jego własnoręcznie zbudowanego jachtu nie miał żadnych problemów technicznych. „Płynie mi sie bardzo dobrze, mam rewelacyjny samoster wiatrowy dzięki któremu tak naprawdę nie muszę często poświęcać uwagi na korygowanie kursu. Testuję jacht, sprawdzam ustawienia, zajmuję się wykańczaniem drobiazgów – mówił kilka godzin przed dotarciem do mety. Tylko w nocy kiedy spałem wiatr lekko zmienił kierunek i mój autopilot poprowadził jacht bardziej na wschód niż planowałem i od rana musiałem nadrabiać żeby wrócić na kurs.”

Najlepszą decyzja okazało się żeglowanie po najkrótszej drodze prosto do celu. Taką taktykę obrał m.in. Michał Weselak płynący na jachcie typu Mini650 s/y Ocean650. „Jestem z siebie zadowolony chociaż wiem, że mogłem dać z siebie więcej. Ale cały czas uczę się tego jachtu i nie chciałem szarżować. Do tego jeszcze na początku mieliśmy mały problem z Code Zero i straciliśmy jakieś pół godziny” – wspomina sternik. „Płynęliśmy we dwójkę zamieniając się za sterem co około 2 godziny. Praktycznie nie używaliśmy autopilota rumplowego.Na jachcie nie ma możliwości ładowania akumulatora, nie mamy silnika, więc trzeba było oszczędzać prąd. Moja załogantka Aga świetnie radziła sobie za sterem mimo, że to dopiero jej drugi rejs, więc chcemy powalczyć o lepsze miejsca w drugim etapie.”W klasie Open można już powiedzieć, że na podium znalazły się s/y Fujimo prowadzone przez Mariusza Kowalskiego. Mimo potarganego grota jacht dotarł na metę w czasie 29 godzin i 1 minuty. Na kolejnych miejscach w grupie znalazły się s/y Arbitratot prowadzony przez Jana Kozarzewskiego oraz s/y Barnaba z kapitanem Eugeniuszem Jadczukiem. W czołówce ORC na pewno znalazły się s/y Hobart który na metę przybył jako pierwszy jacht regat i goniący go s/y Oiler.pl. W KWR na podium możemy spodziewać się s/y GoodSpeeda i s/y Endorphine. Na wyniki klas przeliczeniowych musimy poczekać na oficjalne informacje od sędziów regat Adama Jankowskiego i Marty Olędzkiej.


Archiwum