Pokonani przez ciszę…

Skończyły się zmagania tegorocznych regat. Niestety nie wszystkie jednostki ukończyły II etap wyścigu – warunki pogodowe sprzyjające były dla załóg które na pokładach miały żagle dodatkowe do pływania z wiatrem. Mogły one tuż po minięciu Gotska Sandon postawić je i żeglować na nich praktycznie aż do linii mety przy sopockiej marinie. Pozostałe jachty zostały w tyle i mimo sprzyjającego początkowo wiatru nie zdążyły przed zmianą warunków dotrzeć do polskiego wybrzeża.

13701188_10154347075103407_3271134029938651660_o

Wiatr słabł od godzin porannych 23 lipca 2016. Na Bałtyku miał siłę zaledwie kilku węzłów – dla sterników i załóg rozpoczęła się próba cierpliwości. Wczesnym popołudniem średnia prędkość jachtów, które pozostały na trasie wahała się między 1,5, a 2,5 węzła. Prognozy pogody nie zapowiadały zmiany, a sprawy lądowe zaczęły popędzać uczestników do powrotu. Mimo niewielkich odległości od mety sternicy Kraceszka, Copernicusa oraz Haddocka zdecydowali o uruchomieniu silników i wycofaniu się z rywalizacji. Był to dla nich jedyny sposób by powrócić do życia lądowego przed nadchodzącym tygodniem. 

Najdalej na północ znajdował się samotnik – Maciej Krzesiński żeglujący na jachcie Mary Lou. Okazało się, że jego niewielka prędkość początkowa spowodowana była awarią autopilota i koniecznością ustawiania jachtu w dryf na regenerujące drzemki. Maciej spłynął do najbliższego polskiego portu na trasie – Helu by dokonać napraw. Już zapowiedział start w przyszłym roku by poprawić rezultat.

13734883_1135589996484315_2245273320962524191_o

Na placu boju pozostała samotnie załoga Rioja dowodzona przez Łukasza Stawskiego. Mimo braku szans na dobry wynik postanowili oni walczyć do końca i ukończyć regaty SailBook Cup (dwukrotnie we wcześniejszych latach problemy techniczne zatrzymały Łukasza przed metą). Finalnie wpłynęli oni na metę w poniedziałek 25 lipca o godzinie 01:30.

W imieniu organizatorów przekazujemy gratulację za wolę walki i ogromne pokłady cierpliwości!


Archiwum