SailBook Cup z pokładu Quicka

Piszę ten tekst w nawigacyjnej Quicka, w tym momencie jesteśmy w drodze do Gdańska na pozycji N55.55.355 E019.44.229. Załoga zmęczona, ale szczęśliwa, tak to bywa po wachtach 3/3, a jest ich dwóch ;)

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem zgłoszenia dwóch jednostek z województwa zachodniopomorskiego (s/y Sunrise i s/y Famtan) i jednej z Zalewu Wiślanego (s/y Facil). Okazuje się jednak, że wszędzie można znaleźć regatowców żądnych adrenaliny w bałtyckim wydaniu ;)

0b832c0d91d83f870d2f48012a12e45c_img8904

Jeszcze przed pierwszymi regatami w 2011 usłyszałem od Pana Andrzeja Szrubkowskiego z Gdańskiej Federacji Żeglarskiej, że na takiej trasie mogę zgromadzić maksymalnie 6-7 jednostek, a i to będzie wielkim sukcesem. Drugie regaty i osiem jednostek gotowych do walki stawiło się na piątkowy „trening kondycyjny w towarzystwie dzika”. Nie wiem co przeważyło szalę? Dzik czy przygoda?! Załoga Sunrise twierdzi że dzik ;)

Rozpoczęcie regat SailBook Cup z regatami Korsarza rozleniwiło część załóg delikatnie studząc wolę walki. O 16.46 jako trzeci jacht po pięknej Hanzie s/y Asterion znanym i walecznym teamie na s/y Słoni obieramy kurs na Hel, a potem prosto na północ. Kurs spinakerowy, więc dla nas najgorszy, bronimy się 45m genakerem i dwiema genuami, a Słoni powoli się oddala….  6-7 Nm za Helem radio Witowo i prognoza: wiatr 7-8B z północy, a na lewej burcie wyrasta piękny Cumulonimbus. Zbyszek ze Słoni zgłasza ze smutkiem, że to nie są idealne warunki dla mazurskiej konstrukcji Pegaza i spróbuje ponownie w przyszłym roku, robią zwrot i płyną do Górek, przyznam szczerze, że im zazdrościłem.

Los pomysłodawcy – organizatora nie jest łatwy, więc zaczynamy przygotowywać jacht i siebie na niepogodę, z niepokojem obserwując szatański taniec piorunów nad Wejherowem, a potem wokół nas. Nie napawa to optymizmem, a do tego pytania załogi, czy jacht jest zabezpieczony przed uderzeniem pioruna… Jakby tego było mało, Witowo zaczyna co godzinę nadawać komunikat PAN PAN; nurek nie wypłynął na powierzchnię i prosi się o wypatrywanie żółtych butli….

29.07 Załoga Quicka nie ma innego wyjścia, jak rozpocząć nierówną walkę z Neptunem i orać Bałtyckie fale halsując się na północ. W nocy o 4.00 pada autopilot, mój stary dobry druh zawiódł, a tu załoga nie zwyczajna koła sterowego, co robić?!  Płyniemy dalej….2 refy na grocie i genua 2 (za duża, ale trzeba się piąć na wiatr), regularne słabe 8B w porywach do silnego 8B. Buja i połowa załogi okazuje pierwsze oznaki choroby morskiej :))

30.07 godzina 1.30 w oddali błyska latarnia upragnionej Gotlandii, pojawia się zasięg GSM i zaczynają spływać kolejne smsy od kapitanów, którzy podjęli decyzję o przerwaniu regat: Lady Octet – kurs na Bornholm, Hayka i Asterion – porty na wschodnim – zawietrznym brzegu Gotlandii, Anitra – Hel. Brakuje Facil, Famtan, Sunrise… Po południu wieje wiatr południowo zachodni; dochodzi nas jacht na spinakerze pod polską banderą, jest to s/y Hobart cumujący w Jachtklubie Stoczni Gdańskiej; podpływają i pytają, czy startujemy w SailBook Cup i lecą dalej, kierunek Visby :)))

Do Visby wchodzimy o 19.26. Stoi tam Famtan, który wystartował jedynie w SailBook Cup pomijając regaty Korsarza (12.18 Gdańsk-12.31 Visby), my cumujemy longside do nabrzeża przy s/y Hobart, który, podobnie jak Asterion, odbywa swój dziewiczy rejs.

Czy dopłynęły tylko dwa z ośmiu jachtów??? Brakuje informacji od Facila i Sunrise. O 22.22 melduje się w główkach Sunrise!!!  Przyjęliśmy cumy od Krystiana, nota bene mojego kolegi ze Szczecińskiego Klubu Żeglarzy Samotników, który tymi regatami zaczął przygotowania siebie i jachtu do OSTAR 2013. Ciepła wspólna kolacja na Quicku, opowieści o awariach i upragniony sen.

Visby

Tak jak w nowej locji Jurka Kulińskiego (dostałem od autora jeden egzemplarz z dedykacją, a pozostałe pozycje rozlosujemy  na zakończeniu regat ;)): zwiedzanie klifów, miasta, wieczorek integracyjny z załogą Hobarta, gitara z Sunrise w rekach kapitana i jego załogi…   „bezcenne”…

I tak 6.45 stajemy na starcie do 2 etapu! Wiatr to jakieś 4B, południowo – zachodni, piękna pogoda, Famtan od razu stawia spinakera, Sunrise zgodnie  ze wskazówkami swojego „szamana” odkłada się na zachód. Quick na genakerku, Famtan na spinakerze i tak do Farosundu!!! Praktycznie burta w burtę! Prędkości po 6-8 Kts, adrenalina na maxa! Wchodzimy w kanał, szerokość miejscami po 20m (przed startem wspólnie uzgodniliśmy, że ze względów bezpieczeństwa dopuszczalna jest jazda przez kanał na silniku, pod warunkiem nie przekraczania VMG lub średniej prędkości) NIE BYŁO TAKIEJ POTRZEBY! Wiatr z lewej burty i nieustanny atak Quicka na Famtana! Nie było łatwo, ale po kilkunastu kryciach w końcu się wyrwaliśmy i z przewagą 20m pierwsi opuściliśmy kanał!

Sunrise 2 mile za nami, my na prawy hals i tak do rana (ciągle łeb w łeb). Obudziłem się o 12.00 i stwierdziłem że jesteśmy pod Liepają ;/ autopilot… Mija doba jak nie możemy odpalić silnika celem naładowania baterii, więc akcja „oszędzajmy energię” trwa… w nocy jedynie LEDowa topowa się paliła…

Zwrot przez sztag, odkładamy się na lewy hals i tak do samego Helu. Wieje uczciwe 5-6B, prawie połówka; to dla Quicka prawdziwy wiatr w żagle! Jazda do samego Helu 6-8Nm na godzinę, jest szansa na odrobienie wycieczki pod Liepaje!

Jedziemy swoje, a GPS pokazuje przybycie na metę około 7.29!

03.08.2012 godzina 02.37 (piątek): do Helu 6-7Nm, meta za 19,7Nm i cisza… to chyba tradycja tych regat;/ (w zeszłym roku przed główkami mety na górkach staliśmy ponad godzinę w zupełnej ciszy). Zafalowanie zostało, wiatr zszedł, stoimy! Nad ranem widzimy biały żagiel pod samym cyplem, za daleko by rozpoznać nazwę jednostki. Spekulujemy, dlaczego koleś nie odpali silnika tylko się męczy, a w dodatku dryfuje na brzeg…..

Od Helu do mety, która była w główkach Portu Gdańsk w upale szliśmy ponad 13 godzin! A tajemniczy „biały żagiel” wszedł przed nami godzinę i 46min, a był nim Femtan! To nieprawdopodobne,  by po 300milach zjechać się i utknąć w jednym miejscu!  Możliwość rywalizacji z godnym przeciwnikiem, a i przegrana z nim to przyjemność.

Sunrise również utknął w tej ciszy i wszedł do Gdańska po starym, dobrym i dzielnym Quicku ;)

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim kapitanom i ich załogom za chęć uczestnictwa w tej trudnej i wymagającej imprezie, cieszę się że mogłem spotkać się z Wami, biesiadować, czuć to, że nie jestem sam i są jeszcze żeglarze chcący zrobić coś więcej, niż uprawiać jedynie jachting portowy.

Jacek Zieliński s/y Quick Livener


Archiwum